"Zniszcz ten dziennik"
Wydawnictwo K.E.Liber 2014
Wielu książkowiczów pewnie zna już dziennik Keri Smith, który ma nas pobudzić do twórczej destrukcji. Na kolejnych stronach znajdziemy dziesiątki sposobów, jak go skutecznie i kreatywnie zniszczyć. Wziąć z nim prysznic, pociągnąć za sobą na smyczy, powylewać na niego różne rzeczy czy zwyczajnie w nim pobazgrać.
Na czym polega fenomen książki? Zwykle uczy się nas, by książki traktować z szacunkiem. Uwazać, by nie zaginać rogów, by nie przełamać okładki. Tutaj mozemy dać upust naszym emocjom i ponieść się wyobraźni. Z dziennikiem możemy zrobić, co nam się żywnie podoba, nie dbając o to, co się z nim stanie. Co więcej, im gorzej będzie wyglądać na końcu, tym lepiej!
Czy warto zaopatrzyć się w taką książkę, czy to strata pieniędzy na coś, na co w zasadzie nie musimy ich w ogóle wydawac? Wystarczyłoby przecież wziąć parę pustych kartek i zrobić z nimi dokładnie to samo - nie zważając na nic, niszczyć na wszelkie znane nam sposoby. Autorce jednak udało się stworzyć coś z niczego. Książka ta (czy też "dziennik") sprzedał się na całym świecie już w 2 milionach egzemplarzy, stając się bestsellerem na niejednej sklepowej półce. Tak naprawdę kupując go, otrzymujemy niewiele - listę destrukcyjnych poleceń ze znikomą treścią. A jednak coś w tym jest! Zwłaszcza, że po ciężkim dniu potrafi naprawdę odstersować, a my możemy zrobić coś, co przy zwyczajnej książce byłoby niewskazane - po prostu ją zniszczyć.
Dziennik nakłania do zabawy, do twórczego myślenia, pozwala się zrelaksować przy użyciu zapomnianych przez dorosłych kredek, pisaków, nożyczek i kleju. Do tego możemy wykorzystywać wszystko, co nas otacza, by stworzyć swój unikatowy, absolutnie wyjątkowy dziennik. Po zakończonej zabawie zostanie nam przecież jeszcze pamiątka, potwierdzenie tego, jak udało nam się pobudzić swoją kreatywność i oddać się zabawie.
Pomysł prosty, choć ciekawy. Dziennik na swoich stronach pozwala nam poczynić, co nam w duszy gra. Nie jest przecież tak, że każdy posiadacz tej książki zrobi z nią dokładnie to samo. Każdy z nas jest inny, dlatego na kolejnych stronach każdy może pokazać, jaki jest naprawdę. Jeden zamaluje stronę pojedynczym kolorem, inny narysuje na niej coś wielobarwnego. Jeden ją zniszczy w celach terapeutycznych, drugi stworzy z niej swoje małe dzieło sztuki.
Ile osób, tyle opinii, a dziennik już znajduje zagorzałych przeciwników, jak i zwolenników. Faktem jest, że to pomysł na tyle dobry, by zadbać o jego kontynuację. Już niedługo pojawi się bowiem kolejna książka Keri Smith pt. "To nie książka", w której czekać będą na nas kolejne zadania wymagające pomysłowości. Może znowu uda się z jednej pozycji stworzyć wiele różnych książek, które pokażą całą duszę ich twórców. Premiera "To nie książka" ma nastąpić już 4 lutego. 




