23 października 2013

Cykl: Co w książce gra: Carrie i iPhony

 Jak obiecałam, szybko pobiegłam do kina obejrzeć tę nową i wspaniałą wersję Carrie. Dość podekscytowana, bo zawsze z wielką przyjemnością oglądam Julianne Moore na ekranie, a i na młodą i piękną Chloë Grace Moretz, która już nieraz od dobrej strony nam się pokazała („Pozwól mi wejść”, „Kisk Ass” czy „Mroczne cienie”), warto było zobaczyć.

Pierwsze wrażenie? Chloë jest zdecydowanie za ładna. Jak bardzo za Kingiem starała się zagrać "niezgrabną, przysadzistą dziewczynę", tak z "pryszczy na szyi, plecach i pośladkach" twórcy postanowili zrezygnować. A gdy pójdziemy dalej tym tropem, kingowskie "kompletnie pozbawione koloru włosy", tu zamieniły się w piękną, bujną blond czuprynę. Sissy Spacek w tej roli spisała się dużo lepiej. Nie była typowym ślicznym dziewczęciem, a to piękno trzeba w niej było dopiero dojrzeć. Dokładnie tak, jak u Carrie.

W filmie, w porównaniu do wersji pierwotnej Carrie, widać znaczy postęp nie tylko w efektach specjalnych i dźwiękowych, lecz także w kwestii technologii. W 1976 roku zrozpaczoną i roznegliżowaną Carrie dziewczyny tylko wyśmiewały pod prysznicami. Teraz mogły już cały ten fakt nagrać iPhonami i udostępnić w sieci. Tego u Kinga nie było. Twórcy filmu zdecydowanie poszli z duchem czasu, co niejednokrotnie napawało mnie zdumieniem - jak stary, zużyty samochód Tommy'ego, który teraz stał się długą, lśniącą limuzyną.

Julianne Moore
"Nowa Carrie" dużo gorzej radziła sobie z budowaniem napięcia. Była to dość typowa, czasem kompletnie pozbawiona atmosfery grozy spod pióra Kinga historia o kolejnej dziewczynie trzymającej się na uboczu, która jest wyśmiewana przez swoje koleżanki. Twórcy za bardzo starali się wpasować film we współczesne młodzieżowe kanony popularności, przez co stracił trochę w ostatecznej ocenie.


Piper Laurie
Postać matki Carrie w nowej wersji podobała mi się jednak dużo bardziej. Doskonale wpasowała się w dzisiejsze czasy ta nawiedzona przez Boga kobieta, która tu już nie głosi słowa bożego, chodząc po domach innych (co chyba dziś byłoby rzeczywiście nie do przyjęcia), a o "bezbożnych czasach" wspomina z prawdziwym bólem, nie z uśmiechem na twarzy. W "starej Carrie" ta postać momentami wydawała się zbyt zrównoważona, zbyt normalna, jak na czyny, których potem się dopuszczała, tu stanowiła jedność życia codziennego i modlitwy do bólu.

Sissy Spacek czy Chloë Moretz?
Filmy były dość wiernie odwzorowane, jeśli chodzi o książkę, choć od siebie różniły się całkowicie charakterem. Dla mnie "nowa Carrie" to lepsza Margaret White, a "stara Carrie" to zdecydowanie bardziej udana postać Carrie White. Główna scena, rozgrywająca się na balu dużo lepiej wypadła w pierwszej wersji, choć obie miały swe lepsze i gorsze strony. Nie każdy przepada za sposobem budowania napięcia w starych horrorach (choćby poprzez specyficzną muzykę). Ja zawsze uważałam, że miało to swój urok, choć czasami wypadało bardziej komicznie niż strasznie. Nadal jednak pozostaję fanką Sissy Spacek i pierwszej ekranizacji, choć ta nowa w moim przekonaniu wypadła całkiem dobrze. Polecić jest warto obie. Na pewno każda znajdzie wielu fanów, bo przecież przekazują nam genialną historię napisaną przez króla grozy, która, jak widać, okazuje się być ponadczasowa.


A wam która wersja podobała się bardziej?

15 komentarzy:

  1. Może i obejrzę ten film, ale ostatnio zraziłam się do ekranizacji popularnych książek :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, bardzo różnie z nimi bywa! Czasami tez wolę ominąć niektóre ekranizacje :)

      Usuń
  2. Carrie de Palmy dużo lepsza, bez dwóch zdań. Faktycznie dziewucha z nowej ekranizacji jest ładna, trochę nie pasowała jako taka szara myszka, bardzo ciężko było mi uwierzyć w tę jej nieśmiałość, brak poczucia wartości etc. Mimo wszystko przez pierwszą godzinę oglądało mi się to dobrze. Film zrujnowało ostatnie 20 minut :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się tak wydaje, Sissy Spacek lepiej komponowała się z tą nieśmiałością i barkiem pewności siebie ;)

      Usuń
  3. Siedzi mi w głowie ten film, oj siedzi i myślę czy wybrać się na niego do kina czy jednak nie ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wstyd się przyznać, ale nie czytałam książki jeszcze i nie widziałam żadnego filmu ;( Koniecznie muszę nadrobić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie! I ksiązka i filmy są warte poznania!

      Usuń
  5. Nie widziałam jeszcze nowej adaptacji, ale się wybieram.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo chcę zobaczyć ten film, żeby porównać książkową i starą Carrie :) najbardziej rozbroiło mnie, że trailer filmu streszcza praktycznie całą fabułę... Mimo wszystko jestem nastawiona optymistycznie i cieszy mnie, że ekranizacja to jednak nie dno totalne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również trochę się zawiodłam na trailerze, chociaż to chyba i tak mniejsze zaskoczenie dla kogoś, kto już znał całą fabułę. Gorzej dla tych, którzy dopiero mieli zamiar ją poznać :)

      Usuń
  7. Stara adaptacja była b. dobra. Z chęcią porównam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wszystko idzie z duchem czasu i książki Kinga muszą się z tym pogodzić :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  10. Miałam takie same wrażenia po obejrzeniu "Carrie", jak dla mnie zbyt uwspółcześnili, w dodatku nie tak wyobrażałam sobie tytułową bohaterkę ;)

    Natomiast, co mnie śmieszyło w ekranizacji De Palmy, to jak Carrie ruszała oczami, gdy przesuwała przedmioty. Z kolei w tej wersji rusza rękami niczym jakaś czarodziejka :P Mnie telekineza bardziej kojarzy się z koncentracją i zamkniętymi oczami.

    OdpowiedzUsuń
  11. Znana jest mi z telewizji tylko ta starsza wersja i do kina na nową się nie wybrałam. Horrory wolę oglądać w domu, ale chyba w tym przypadku pozostanę zwolenniczką tej starszej wersji - choć może i nowszą edycję kiedyś zobaczę. Masz rację - twórcy chcą coś pokazać - takiego jak wyśmiewanie czy gnębienie w szkołach - ale nadal aktorka pozostaje piękna, tak jakby inna wersja nie wchodziła dziś w rachubę.

    OdpowiedzUsuń